EWA – FOURTKA MARKETING fotograf, pasjonatka podróży

Z wielką przyjemnością przedstawiam wam kolejną wspaniałą kobietę, która zgodziła się wziąć udział w naszym projekcie. Ewa jest specjalistą do spraw marketingu oraz miłośniczką podróżowania i fotografii. Od przepięknych zdjęć i filmów z wyjazdów, poprzez fotografię produktową, aż po cudowne ujęcia ludzi, których spotyka. Kiedy wyrusza w podróż staje się wnikliwym reporterem, który potrafi uchwycić ulotne momenty i niezwykłe miejsca. Oglądając jej zdjęcia mamy wrażenie jakbyśmy razem z nią zwiedzali urokliwe zakątki ziemi. Drzemie w niej artystyczna dusza i niezwykła wrażliwość na piękno – o czym zaraz się przekonacie . Uwielbiam osoby takie jak Ewa… w dzisiejszych czasach rzadko spotyka się ludzi, którzy potrafią się cieszyć chwilą. W świecie pełnym zgiełku zapominamy jak wiele pięknych przygód można przeżyć, patrząc na świat z innej perspektywy. Warto czasem zwolnić tempo i cieszyć się tzw. „slow life”-powolnym życiem.

Ewa Zaborowska

” Najtrudniej pisać o sobie…w kontekście jednak naszych pasji, to o wiele łatwiejsze:). Pasja to coś, co płynie z serca, nie z rozumu, karmi naszą duszę.
Z duszy fotografuję, świadomie podróżuję i medytuję, to sposób wyrażania tego, co czuję wewnątrz siebie.
Z rozumu realizuję kreatywne pasje w branży reklamowej dzięki otwartym na nowe horyzonty klientom.
https://www.facebook.com/FOURTKAMARKETING/

Podróże to nieodłączna sfera moich pragnień w odkrywaniu pięknych miejsc, ale także horyzontów poznawczych w muzyce, designie i sztuce.
HUSH to profil, który zapisuje kierunki, w których zmierzam stylistycznie i mentalnie.
https://www.facebook.com/HUSHpl/

Podczas podróży fotografia daje mi wiele radości kreatywnej, to stan umysłu, kiedy tak łatwo zatrzymuje szczególne chwile, światło i emocje płynące z głębi duszy.
Chciałabym bardzo kiedyś przelać je na papier…

Podróże znajduję jak najdalej od komercyjnych ośrodków, pozwala to na szerszy aspekt poznawczy natury, tradycji, niezależnie od tego, czy jestem w cudownych Bieszczadach, czy wyspach kanaryjskich.
Przygodę podróżniczą rozpoczęliśmy z moim mężem i synem od polskich, cudownych regionów, „Bieszczadzkich Aniołów” z poranną kawcią w Chacie Wędrowca i zimnym prysznicem w Solince, Roztoczańskim Guciowem i jego gospodarzem Stachem zakochanym od zawsze w staropolskiej tradycji.
Przy okazji Festiwalu Filmowego dane nam było nocować w 100 letniej Starej Mleczarni, w Kazimierzu nad Wisłą z dezyderatą na ścianie, tak mi bliską
„Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy…”
Polesie z setkami boćków i żółwiami błotnymi, łosiami w zaroślach, Podlasie z przepiękną, nietkniętą jeszcze wtedy Puszczą Białowieską i pasącymi się żubrami na łąkach.
A w środku tatarskiej wioski Kruszyniany odwiedziliśmy drewniany meczet i niewielki cmentarz, z arabskimi inskrypcjami na nagrobkach, magiczne miejsce.
Pobudka przy klekocie boćków, tuż przy nurcie Biebrzy, czy zachody na bałtyckich, dzikich plażach to są niezapomniane przeżycia we współczesnym, szybkim świecie.
Ukochanym miejscem, do którego wracać będziemy zawsze to Bory Tucholskie, gdzie chrobotkowe lasy i labeliowe jeziora otulają swym pięknem absolutnie wszystkie zmysły. Zimowy pobyt w Maso Corto na 3200 m npm był równie spektakularnym wyborem ze względu na wysokość i story człowieka z lodu Otziego.

Malediwy – kraina czarów. Legenda głosi, że część gwiazd spadła niegdyś do Oceanu Indyjskiego, a gdy wypłynęły na powierzchnię, stworzyły archipelag Malediwów. Odczułyśmy wyspę Nalaguraidhoo wszystkimi zmysłami, otulała miękko ciało i duszę. Czas między monsunami daje tam spokój i ciszę, a delikatny deszcz nawilża piękną zieleń. Dzień i noc staje się relaksacją pachnącą geranium, mającą swój dalszy ciąg w równoległej podwodnej rzeczywistości, z jej niezwykłością form życia. Wszystko wokół wiruje ferią barw i zapachów wzbogaconą odgłosami ptaków, a kuchnia pachnie najwspanialszym curry i papają. Malediwy zapisały się w naszych duszach już na zawsze i wracamy tam z ogromną wdzięcznością:).

Islandia to najczystszy kraj na świecie i kraina niezwykła. Podróż w lecie pozwala na swobodną podróż z namiotem i pobudkę przy wodospadzie, jęzorze lodowca czy oceanie.

Niedawne spełnienie marzeń to podróż seszelska na szczęśliwą bo przaśną wyspę La Dique w rytmie reggae. Przygoda wspaniała pod kątem fotograficznym jak i spotkań z ludźmi i zjawiskową przyrodą. Zostawiłam tam siebie w znacznej części i ciągle nie mogę powrócić:). ”

Świat widziany oczami Ewy …. więcej zdjęć na przepięknych zdjęć- na :https://www.instagram.com/zaborowska_ewa/

WIOLETTA – Zaprasza do swojej ulubionej „głuszy”. Autorka bloga: mojatoskania.com

NIEDŁUGO BO JUŻ ZA 3 MIESIĄCE – WAKACJE. CZY MACIE JUŻ PLANY WYJAZDOWE? JA CO ROKU MAM Z TYM PROBLEM. JEST TYLE KRAJÓW, KTÓRE CHCIAŁABYM ZWIEDZIĆ. NIESTETY NIE ZAWSZE FUNDUSZE POZWALAJĄ BY POJECHAĆ TAM GDZIE BY SIĘ CHCIAŁO. OD JAKIEGOŚ CZASU STRONIĘ OD WCZASÓW ALL INCLUSIVE I WYSTAWNYCH HOTELI. STARAM SIĘ WYBIERAĆ MIEJSCA Z DALA OD WIELKICH SKUPISK LUDZI. DZISIAJ MAM DLA WAS PROPOZYCJĘ SPĘDZENIA CZASU Z PEWNĄ WSPANIAŁĄ KOBIETĄ. KTÓRA OPOWIE O SWOIM WYJĄTKOWYM MIEJSCU NA ZIEMI. ZAPEWNIAM, ŻE TO MIEJSCE JEST IDEALNE NA WAKACJE. GINEKOKRACJA PLANUJE BABSKI WYJAZD WE WRZEŚNIU WŁAŚNIE W TE PRZEUROCZE OKOLICE.

SĄ W EUROPIE PAŃSTWA MALOWNICZE I MAGICZNE, PEŁNE KULTURY I HISTORII. JEDNYM Z TAKICH KRAJÓW SĄ WŁOCHY… MAJĄ MNÓSTWO NIESAMOWITYCH ZAKĄTKÓW. OD TĘTNIĄCYCH ŻYCIEM MIAST, PO BEZDROŻA I STARE POSIADŁOŚCI W GŁUSZY. REGION KTÓRY DZIŚ POZNACIE TO TOSKANIA. VIOLLA ZDRADZA, JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE ZNALAZŁA SIĘ WŁAŚNIE W TYM MIEJSCU. JEŻELI MACIE OCHOTĘ SPĘDZIĆ PIĘKNE WŁOSKIE WAKACJE, POLECAM UDAĆ SIĘ DO NASZEJ EKSPERTKI :)

Ciao Magdaleno, Matko Założycielko Ginekokracji i wy Piękne Istoty tej Społeczności 🙂
Często słyszę pytania, dlaczego akurat Toskania i od czego zaczęła się moja toskańska przygoda? Parę lat temu, przez całkowity przypadek, zaczęłam zajmować się schorowanymi ludźmi w toskańskiej głuszy, na tzw. wiejskim odludziu niedaleko miasteczka Bucine. 
W międzyczasie, byłam również i “człowiekiem do wszystkiego” tj. zbierałam oliwki i winogrona, pracowałam jako pomocnik w luksusowej zamkowej agroturystyce i restauracji. To ostatnie zajęcie, chociaż było prawdziwą harówką, dało mi prawdziwą lekcję wykwintnego, włoskiego gotowania oraz dobrego stylu
W czasie moich niedzielnych wycieczek po drogach i bezdrożach Toskanii, odkryłam mnóstwo zapomnianych przez ludzi i Boga miejsc, zatem samowolnie mianowałam się “Specjalistą ds. ODLUDZI i BEZLUDZI”, które opisuję w miarę możliwości na blogu www.mojatoskania.com, marząc, aby je ocalić od zapomnienia.
Obecnie czasem opiekuję się jeszcze „stuletnimi Bambinami” czyli starszymi seniorami, ale działam również w turystyce; organizuję wynajem toskańskich mieszkań lub domów na wakacje, degustacje na winnicach, wycieczki do ciekawych i pięknych miejsc w mojej „głuszy” małych grup turystów, którzy chcą oglądać Toskanię moimi oczami, nawet pokazy kulinarne potrafię już zrobić 🙂 Zapraszam do Toskanii i polecam się z całego toskańskiego serca
.”

Więcej o Toskanii oczami Wioli przeczytacie :https://www.mojatoskania.com/

A na Facebooku : https://www.facebook.com/MojaToskaniaCom/

PODRÓŻNICZKI-NIEZWYKŁE NAUCZYCIELKI-MIŁKA,GOSIA,MARZENA

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.”

MARK TWAIN

PODRÓŻE DO JEDNA Z MOICH PASJI. ZWIEDZIŁAM JUŻ : ANGLIĘ, HISZPANIĘ( TENERYFA, GRAN CANARIA ), WŁOCHY (SYCYLIA), ISLANDIĘ, CZECHY, CHORWACJĘ, EGIPT, TUNEZJĘ, PORTUGALIĘ (MADERA). W PLANACH JEST AZJA I NOWA ZELANDIA. NAJPIĘKNIEJSZE W PODRÓŻOWANIU JEST POZNAWANIE NOWYCH KULTUR, PYSZNEGO MIEJSCOWEGO JEDZENIA I OCZYWIŚCIE PRZEUROCZYCH MIEJSCOWYCH LUDZI. Z KAŻDEGO MIEJSCA PRZYWOŻĘ CUDOWNE WSPOMNIENIA. DOTYCHCZAS NAJPIĘKNIEJSZYM MIEJSCEM JAKIE MIAŁAM OKAZJĘ ODWIEDZIĆ BYŁA ISLANDIA. CISZA, SPOKÓJ, PRZEPIĘKNE DZIEWICZE KRAJOBRAZY. KRAJ DLA LUDZI, KTÓRZY KOCHAJĄ NATURĘ . JEST MAGICZNĄ KRAINĄ Z LODU I OGNIA – OCZYSZCZA UMYSŁ Z NEGATYWNYCH EMOCJI, USPOKAJA DUSZĘ I DODAJE ENERGI DO ŻYCIA.

JESTEM TYPEM PODRÓŻNIKA, KTÓRY NIE LUBI WYLEGIWAĆ SIĘ NA PLAŻY. KOCHAM AKTYWNE WAKACJE PEŁNE PIESZYCH WĘDRÓWEK, ZWIEDZANIA I WYPRAW SAMOCHODEM W MAŁO TURYSTYCZNE MIEJSCA. WSZĘDZIE JEŻDŻĘ Z MOIM 6-CIO LETNIM SYNEM, KTÓRY CHYBA ODZIEDZICZYŁ PO MNIE MIŁOŚĆ DO POZNAWANIA ŚWIATA.
MAM NADZIEJĘ, ŻE ZWIEDZĘ JESZCZE WIELE KRAJÓW… ALE DOSYĆ O MNIE, PRZECIEŻ NIE O SOBIE MIAŁAM TU PISAĆ…

PRZEDSTAWIAM WAM TRZY NIESAMOWITE OSOBOWOŚCI. OSTRZEGAM CZYTANIA BĘDZIE DUŻO, ALE UWIERZCIE MI WARTO!!!

  MIŁKA- NAUCZYCIELKA, PODRÓŻNICZKA, BIEGACZKA

„Jestem absolwentką studiów licencjackich na kierunku Filologia angielska z językiem rosyjskim na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach, a także studiów magisterskich na kierunku Filologia angielska na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Podczas całego toku studiów realizowałam także przedmioty pedagogiczne, dzięki którym zdobyłam potrzebne kwalifikacje do wykonywania zawodu nauczyciela i teraz spełniam się w tej roli pracując w jednej z olsztyńskich szkół .

Jestem nie tylko miłośniczką języków obcych, ale także podróży. W liceum zakwalifikowałam się do udziału w międzynarodowej wymianie w ramach programu Erasmus+. Dzięki temu wyjechałam do Hiszpanii, a także uczestniczyłam w wymianie, która miała miejsce w Polsce. To doświadczenie rozbudziło we mnie chęć poznawania świata i innych kultur. Dlatego podczas studiów licencjackich wyjechałam na jeden semestr do Włoch, a podczas studiów magisterskich pierwszy raz wzięłam udział w projekcie w ramach programu Erasmus+. Od tamtej pory uczestniczyłam już w 18 projektach w 18 krajach. Były to szkolenia, wymiany młodzieżowe, wizyty studyjne, a także seminaria. Te projekty otwierają mnie na różne środowiska, pozwalają zapoznać się z lokalnymi zwyczajami oraz ludźmi. Nauczyłam się tolerancji i otwartości. Stałam się bardziej pewna siebie i nie boję się walczyć o swoje marzenia. Oprócz projektów sama podróżuję organizując swoje wyprawy samodzielnie. Byłam w 30 krajach na 3 kontynentach. Jest to moim powodem do dumy, gdyż osiągnęłam to niewielkim kosztem, a jeszcze kilka lat temu żyłam w przekonaniu, że „podróże są tylko dla bogatych”.

Nie tylko języki obce i podróże, ponieważ w moim życiu znaczącą rolę gra również sport. Ponad trzy lata temu zaczęłam swoją przygodę z bieganiem.  Zaczęłam od krótkich przebieżek, jednak z czasem zamarzyłam o udziale o w zawodach biegowych. Podjęłam spontaniczną decyzję i wzięłam udział w biegu uniwersyteckim w maju 2015 roku. Dystans: 10 km, czyli taki, jakiego nigdy wcześniej nie przebiegłam. Było to dla mnie ogromne wyzwanie i wiele myśli, czy dam radę. Moim celem było dobiec, nie myślałam o wyniku, nagrodach. Na mecie czułam ogromną radość i satysfakcję, bo zrobiłam coś, o czym marzyłam .

Co dają mi zawody biegowe? Przekonanie, że jak czegoś bardzo chcę, to mogę to osiągnąć, przekonanie, że często wiara w swoje możliwości i pozytywne nastawienie wystarczą, abym osiągnęła swój cel. Przekroczenie mety to tak naprawdę przekroczenie własnych barier, pokonanie własnych ograniczeń i słabości, poczucie spełnienia, satysfakcji i ogromnej radości Ponadto dzięki bieganiu poznałam wielu wspaniałych ludzi, na których mogę liczyć w wielu sytuacjach, są dla mnie ogromnym wsparciem i wierzą we mnie, gdy ja w siebie nie wierzę. Dzięki bieganiu poznaję świat.

Praca zawodowa, podróżowanie, bieganie dają mi radość, satysfakcję, pozytywnie nastawienie i poczucie, że świat jest piękny. Te trzy dziedziny mojego życia nieustannie zmieniają moje życie i kształtują moją osobowość.  Mogę śmiało przyznać, że jestem szczęśliwą osobą, robię to, co lubię, mam pasję, doceniam i cieszę się z małych rzeczy, mam wspaniałych znajomych, zwiedzam piękne miejsca . „

Miłkę znajdziecie tutaj :https://www.facebook.com/activeinspiration/

GOSIA- NAUCZYCIELKA, OBIEŻYŚWIAT 

„Czy nazwałabym siebie podróżniczką? Często zadaje sobie to pytanie, szczególnie spotykając różnych ludzi podczas moich wyjazdów. Nadal nie znam odpowiedzi, ale fakt jest taki, że ciągle mną gdzieś rzuca, często ruszając samotnie na szlak. Co ja w ogóle wyprawiam ?

Zaraz po liceum wyjechałam na studia do Szkocji, głównie dlatego, że chciałam po prostu poznać inna kulturę. Nie skupiałam się za bardzo na studiach (ach, te młodzieńcze wybory!), ale miałam mnóstwo okazji, żeby gdzieś tam coś zaczarować, jeździć, zwiedzać I czerpać ile wlezie. Ale, ale…nie było wcale tak, że wyjechałam I siup – drzwi stoją otworem, a ja korzystam. Trochę mi zajęło zanim się ruszyłam. Zawsze mnie ciągnęło gdzieś tam coś zrobić ze sobą, być jak Cejrowski czy Wojciechowska. Ale ciągle były inne rzeczy, “rozpraszacze” typu praca czy studia. A we mnie cały czas siedział mały potwór. Wrzucał w myśli jakieś wyrzuty, a tu jakoś kopnął w brzuch, mówiąc mi , że się lenię. W głowie mi się nie kalkulowało. Nie czułam się spełniona. Miałam w sobie jakiś taki głód, poczucie, że stać mnie na więcej, chce czegoś innego, że marnuje czas. Pewnego dnia dosłownie – niczym z filmów stanęłam przed lustrem I powiedziałam sobie “Dziewczyno, CO TY NA BOGA WYPRAWIASZ? Rusz wreszcie ten tyłek, masz możliwości, a z nich nie korzystasz!”. Iście z Holywood, nieprawdaż? No cóż, to był ten moment, który mnie szturchnął do roboty. I tak powstał mój mały projekt (korpomowa, blech) “Przygoda na miesiąc” gdzie obiecałam sobie, że raz w miesiącu będę robić coś innego, wyjątkowego. Czasem były to małe rzeczy, typu wyjazd na pobliska wieś czy zwiedzanie lokalnego muzeum, ale to również dało początek moim dużym podróżom.

W tamtym czasie udało mi się samotnie wybrać do Brazylii, Izraela I Jordanii. Przeszłam cale Camino de Santiago w Hiszpanii. Zwiedzałam przeróżne miejsca w całej Europie , od małych francuskich wsi po Rzym I Zurich. Spalam w dżungli I na pustyni, ale również w prywatnych pokojach lub na karimacie wraz z innymi 100 osobami na sali. Obrzucałam się pomidorami podczas Tomatiny, widziałam zorzę polarna w Norwegii. Pływałam w oceanie, albo w wielkiej kałuży wśród highlandów. Każdy z moich wyjazdów jest w niskim budżecie I czasem się zdarza, że nie do końca mam gdzie spać, albo muszę przemycać jedzenie w kurtce gdy latam Ryanair tylko z bagażem podręcznym. Trzeba kombinować. A teraz moje kombinowanie zaprowadziło mnie naprawdę daleko.

Od 4 miesięcy samodzielnie zwiedzam Amerykę Południową. Ale jak to sama? Ale jak to Amerykę? A skąd masz pieniądze? Przyjazd tutaj był zawsze moim marzeniem. Przez małe perturbacje życiowe zawsze go oddalałam. W końcu I tutaj powiedziałam basta, jednoczenie obiecując sobie, że gdy tylko skończę drugie studia (dumna posiadaczka dwóch licencjatów, kolejne obłędnie trafne wybory życiowe) to już mnie nic nie powstrzyma.

CO JA W OGÓLE WYPRAWIAM? W sumie to się zaczepiam na różnych workawayach. Nie lubię określenia wolontariat, bo nie pomagam potrzebującym, tylko pracuje za żarełko i miejsce do spania. Dlaczego taka forma? Dla doświadczenia. Bycia z ludźmi i poznawania kultury. Jest to niesamowita szansa, żeby na własne oczy przekonać się jak wygląda tu prawdziwe życie I chociaż na chwile  stać się częścią społeczeństwa. Gdzieś z tylu głowy mam słowa naszego polskiego podróżnika Aruna Milcarza, który twierdzi, że prawdziwa podróż jest wtedy gdy pracujesz, jesz I mieszkasz z ludźmi. Gdy któregoś z tych trzech czynników brakuje to doświadczenie nie jest pełne.

Przez dwa miesiące uczyłam angielskiego w malej miejscowości Tunja w Kolumbii. Zero turystów, czyli mój raj na ziemi. Jest to w regionie Boyaca – farmy, krowy I Andy. Było to cudowne doświadczenie, poznałam kulturę kolumbijczyków, którzy na co dzień żyją spokojnie. Lokalne swięta, festiwale, małe wsie i miasteczka. To był mój świat tam w Boyaca. Wraz z zakończeniem roku szkolnego zmieniłam lokalizację i ruszyłam na północ. Zanim zaczęłam kolejny projekt zwiedziłam Karaiby, Park Tayrona i kolejne male miejscowości. Moja kolejna praca polegała na lepieniu domu z gliny, układaniu mozaiki oraz pleceniu hamaków. W życiu by mi przez myśl nie przeszło, że to będzie moja PRACA. Kolejny przystanek – region kawy i farma. Zbierałam kawę, sprzątałam ogród maczetą i uczyłam się całego procesu pozyskiwania I sprzedaży kawy, ale też tego jak tu w ogóle wygląda rolnictwo. Ten region jest również jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie miałam okazje odwiedzić. Po Kolumbii przyszedł czas na Ekwador, krainę wulkanów i wodospadów. Tu pobiłam swój życiowy rekord pod wulkanem Cotopaxi i wbiłam się na 5600 mnpm. A co z robota? Mieszkałam z ekwadorska rodzinka, pomagałam na ich farmie kwiatów oraz uczyłam dzieciaki angielskiego. Kolejny raz – mała wieś, jedyna gringa. Po dwóch tygodniach ruszyłam na południe gdzie obecnie pracuję w hostelu w Banos. Zdobywam kolejne wulkanowe szlaki, zahaczam o Amazonie I wodospady.

SKAD KASA? Po pierwsze – wyzbycie się luksusów. Jak wspomniałam wyżej, głównie ze względu na doświadczenie pracuje na workawayach. Fakt faktem, oszczędzam kasę znacznie gdy za 5h pracy w ciągu dnia dostaje miejsce do spania I jedzenie. Czasem jest to prywatny pokój, czasem łóżko w dormitorium, a czasem stary hamak na terenie budowy. Jem po taniości I sporo gotuje, albo wspólnie dziele posiłki z innymi. Jadłam już świnkę morską, bo przecież “trzeba dać spróbować, toć to gringa!”.  No dobra, ale jakoś tu musiałam trafić,a bilety się same nie zapłaciły. Wejściówki do parków też kosztują, a jak się obieca pierogi to i make oraz farsz trzeba zakupić! Hm. Jestem trochę jak batman. Za dnia pracuje w korporacji jako asystentka, a w nocy walczę ze złem i występkiem. Nie no, w nocy śpię albo buszuje, ale fakt faktem mam druga prace. Otóż jestem nauczycielka angielskiego. Przez rok wzięłam dodatkowe zajęcia w szkole językowej. Parałam się tak dwoma robotami przy czym cały zysk z uczenia odkładam na oszczędnościówkę. Powiedziałam sobie “Rok, nie więcej. Znasz siebie Małgorzata, nigdzie nie pojedziesz, jeśli będziesz odkładać w nieskończoność”. Mój budżet zależal głównie od tego ile silnej woli miałam, żeby nie podbierać z tej oszczędnościówki. A co z transportem? No cóż, siedzę I poluje na tanie loty, szukam I podpytuje. Mogę się pochwalić, ze lot z Rio de Janeiro do Londynu wyniósł mnie 670 zł. No ale coś za coś, nosze stare obdarte jeansy za 40 zł. Ale czy to tutaj ma znaczenie?

A CO Z PRACA? Gdy kasa była już pi razy drzwi odłożona byłam gotowa zrezygnować z pracy. Wiedziałam, że jak nie teraz to nigdy. Coś mnie jednak podkusiło (koleżanki) I zamiast rzucać wszystko w pioruny złożyłam wniosek o roczny bezpłatny urlop. Poinformowałam mojego szefa “Marku, nie że szantaż, ale jeśli nie podpiszesz, to jutro na biurku jest moje wypowiedzenie”. Po tygodniu rozmów z managementem usłyszałam magiczne słowa “Wykorzystaj ten czas dobrze” I dostałam mój pseudo urlopik na rok. A Markowi jestem dozgonnie wdzięczna. Byłam jednak gotowa rzucić to wszystko, bo dla mnie to tylko praca. Mogę sobie jeszcze pozwolić na trochę swawoli, przynajmniej przez chwile!

I CO DALEJ I NADAL SAMA? Pisząc to, za 2 tygodnie kończę moją wyprawę solo. Miałam swój samotny czas tutaj na przemyślenia, naukę języka oraz bujanie się tylko z autochtonami. Przez te 4 miesiące poznałam niesamowitych ludzi I miałam okazje przetrawić kilka spraw w mojej głowie. Niektórzy traktują takie samotne wyprawy jako “poznanie siebie I odszukanie swojej drogi”. Myślę , że ten etap już kilka lat za mną. Ale czy zamieniłabym ten czas solo tutaj? Zdecydowanie nie. Samotne podróże są cudowne i mają swój nietypowy urok. Nigdy nie czuję się tak blisko lokalnych mieszkańców, jak wtedy gdy jeżdżę sama. Czuje się bardziej śmiała, łatwiej mnie zawsze gdzieś tam wcisnąć i coś zakręcić. Oczywiście ma to również swoje minusy, ale jest to na tyle nietypowe doświadczenie, że za nic w świecie bym go nie zamieniła. A zaraz przyjeżdża do mnie moje drugie pół i będziemy ponownie atakować Kolumbię, rejon Amazonki, Peru, Boliwię i północną Argentynę. To będzie wyprawa o innym charakterze, bo już trzeba będzie myśleć i działać za dwoje!

Mogłabym pisać więcej i dać więcej szczegółów, ale to chyba wszyscy by usnęli z nudów. Mam nadzieje, że taki mały zarys tego co robię da komuś inspirację, żeby wstać z kanapy i pogadać z tym swoim małym potworkiem, co siedzi w środku. Czasem jest ciężko, czasem trzeba ostro kombinować, ale jak już się z nim dogadasz to może się okazać, że powiesz sobie “no I o to mi chodziło!” zanurzając głowę pod wodospadem na drugim końcu świata.”

INSTAGRAM https://www.instagram.com/casuallime/

ZAMKNIĘTA GRUPA GOSI DO, KTÓREJ ZAPRASZA DZIEWCZYNY, KTÓRE POLUBIŁY JEJ HISTORIĘ https://www.facebook.com/groups/170566650547167/

MARZENA- NAUCZYCIELKA DO ZADAŃ SPECJALNYCH

„Les voyages font les plus belles rencontres”- podróże dają okazję do najpiękniejszych spotkań, tak śpiewa francuska piosenkarka Zaz.

 „Rzeczywiście po każdej podróży stwierdzam, że tą wisienką na torcie jest możliwość obcowania z mieszkańcami danego kraju czy regionu, ponieważ to właśnie ukazuje prawdziwy obraz życia w danym miejscu. Moja pierwszą fascynacją była Francja, jej mieszkańcy oraz ich język.

Dzięki temu właśnie zainteresowaniu zdecydowałam się na studiowanie tego języka, a w rezultacie wybór zawodu nauczyciela języka francuskiego. Studiowanie języka, to nie tylko nauka słówek, czy gramatyki ale także poznanie kultury danego kraju. A jak poznać kulturę i mieszkańców kraju bez żywego z nimi kontaktu? Zresztą nauka języka jest najskuteczniejsza tam, gdzie się go używa na co dzień. I tak właśnie zaczęła się moja przygoda podróżnicza. Najpierw studenckie podróże autostopem do Paryża, na Lazurowe Wybrzeże czy do pracy w Burgundii, w słoneczne rejony Beaujolais. I to tam naprawdę nastąpił kontakt z żywym językiem i poznanie Francji od strony turystycznej. Tam także nawiązałam znajomości a nawet przyjaźnie, spośród których jedna przetrwała do dziś. Również w Francji otrzymałam lekcję życia w postaci pierwszej w życiu pracy. I odkryłam, ludzka natura jest podobna a między mieszkańcami innych krajów a nami wcale nie ma tak wielu różnic. Po tych pierwszych doświadczeniach, pełnych przygód, niespodziewanych sytuacji a także wielu emocji przyszła praca nauczyciela języka i związane z nią podróże bliższe i dalsze .

W pewnym momencie jednak nastąpiła też refleksja, że może by tak wykorzystać swoją pasję i spróbować pokazać moim uczniom wielki świat i stworzyć im okazję do używania języka, którego się uczą. Nawiązałam więc współpracę z innymi szkołami za granicą i w ramach projektów unijnych zaczęłam organizować wymiany dla uczniów i nauczycieli. Po drodze przyszła nauka angielskiego, którego w tej chwili już uczę maluchy w swojej szkole. W ciągu ostatnich lat udało mi się wysłać uczniów i nauczycieli w różne miejsca Europy. W wielu podróżach im towarzyszyłam, co dla mnie jako językowca było także niezwykle ważne. I tak w ramach swojej pracy udało mi się oprócz różnych miast we Francji poznać wiele ciekawych i często egzotycznych miejsc, jak np, Porto, Grenada, Istambuł, Malta, Cypr czy też francuskie terytoria zamorskie takie jak Martynika na Karaibach czy Réunion w pobliżu Madagaskaru.

Mimo tych licznych podróży, moja potrzeba poznawania świata wcale się nie zmniejsza ,wręcz przeciwnie : kończąc jedną już planuję kolejną. Pomysły na kolejne wyprawy wynikają z różnych pobudek : może to być fascynacja jakąś osobowością (tak na przykład podążałam śladami Sissy przez Wiedeń, Budapeszt po Korfu), przeczytaną książką (po lekturze Asfaltowego Saloonu narodziło się marzenie o wagabondzie niczym Kerouac po USA). Czasem zdarza się kupić tani bilet, który skutkuje włóczęgą po Indonezji, czasem znajomi coś polecą, a czasem po prostu ma się ochotę na kubański rum. Motywy wyboru są różne, cel zawsze ten sam : w drogę, ku przygodzie, do nowych ludzi i miejsc.

Najpiękniejsze miejsce, które widziałam? Trudno powiedzieć, wszędzie zostawia się kawałek serca i kawałek miejsca zabiera się ze sobą. Chciałabym kiedyś jednak wrócić na wyspy Gili, to kawałek raju na Ziemi. A pomysły na kolejną podróż? Trudno powiedzieć, jest tak wiele miejsc do odkrycia. Może Japonia , na pewno kiedyś Kostaryka. A może zupełnie coś innego.. Kto wie? A może po prostu malownicza wioska tuż obok mojego miasta. Naprawdę świat jest tak piękny, że warto zobaczyć cały. Najpierw jednak muszę wrócić do domu, bo pisząc ten artykuł akurat jestem z uczniami na Malcie. I gorąco pozdrawiam!

O MARZENCE WIĘCEJ PRZECZYTACIE TUTAJ: http://www.rybniklubieto.pl/wiadomosci/nauczyciele-z-gimnazjum-nr-7-w-partnerskiej-szkole-na-martynice/

I TUTAJ: https://www.rybnik.com.pl/wiadomosci,marzena-kus-8222-wyjazd-na-reunion-zawsze-byl-moim-marzeniem-8221,wia5-3277-23991.html

Za granicą też piszą :https://www.tvm.com.mt/en/news/students-with-disabilities-enjoy-unique-experience-through-erasmus-plus/#.XHkmPNaThZk.messenger