IZABELA”36minut Manhattan” O tym, że warto zrobić coś dla SIEBIE

Ile z was tkwi w firmach, w których praca przytłacza i doprowadza do szału? Najchętniej rzuciłybyście ją w cholerę, ale brak wam pewności, że możecie robić coś innego. Nic tak nie satysfakcjonuje jak robienie tego co się kocha. Niestety często poddajemy się na starcie, bo boimy się porażki. My kobiety mamy wyjątkowy talent do braku wiary we własne możliwości i znajdywania sobie przeróżnych wymówek. Zapominamy o sobie, bo zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia.

Są kobiety, które stają się inspiracją do tego by czasem wziąć życie w swoje ręce i wreszcie coś zmienić. W naszym projekcie pokazujemy dziewczyny, które nie boją się podejmować ryzyka i wykonują pracę , która sprawia, że czują się szczęśliwe.

Poznajcie Izabelę, która właśnie dołącza do naszej ekipy. Jest wyjątkowa w każdym calu. Mama, bizneswoman, kocha sport a w swojej pracy motywuje ludzi do dokonywania w sobie pozytywnych zmian- nie tylko fizycznych. Fitness Club prowadzony przez Izę jest miejscem niezwykłym, dlaczego ? O tym zaraz opowie wam nasza dzisiejsza bohaterka…

” Cześć. Mam na Imię Izabela, znajomi mówią mi Iza, Izka, Izolda, Izunia itd. Uwielbiam swoje imię w każdej wersji 🙂 Jestem mamą dwójki cudownych dzieci. Marzycielskiej Wiktorii lat 11 i szalonego Tomasza lat 8. Lubię pływać, jeździć na rowerze i ćwiczyć. Po kryjomu układam sudoku w telefonie, ale zdaje sobie sprawę ze jest to złodziej czasu.

Mam głowę pełna pomysłów jedne realizuje zaraz jak wpadną bez przemyślenia do innych muszę się przygotować taktycznie.
Po szkole trafiłam do korporacji. Przez dziesięć lat wspinałam się po szczeblach korporacyjnej drabiny i doszłam do ściany. Przez rok takiej stagnacji bez możliwości zrobienia kroku do przodu postanowiłam zmienić coś w swoim życiu i zaczęłam szukać.
Trafiłam na cudownych ludzi, którzy pomogli mi znaleźć się w miejscu, w którym dzisiaj jestem. Z pomocą firmy Kravter otworzyłam klub. Inteligentną siłownię. Butikowy klub fitness oparty na niemieckim systemie Milon.

„36minut Manhattan”, bo tak się nazywa klub, którym zarządzam. Znajduje się w Lesznie. Cudowny zespół specjalistów , który udało mi się stworzyć jest najważniejszym ogniwem tego miejsca. Jak już wspomniałam, to nie jest tradycyjna siłownia. To miejsce, w którym oprócz tego że klubowicze osiągają założone przez siebie cele takie jak utrata wagi czy budowa masy mięśniowej, kondycji. Tworzą wspaniałą społeczność. Dzięki nowoczesnej technologii, każda osoba walczy ze swoimi demonami. Nie ma znaczenia czy jesteś prezesem czy magazynierem czy masz 18 czy 80 lat, czy wyciskacz 120 kg czy tylko 5 widzi to tylko trener i osoba ćwicząca. Dzięki stałym nadzorom, klubowicze pokonują swoje granice. Co sprawia, ze stają się szczęśliwi. Robią coś dla siebie nie dla innych. Pozbywają się złych emocji nagromadzonych w ciągu dnia. Organizujemy wspólne eventy , wyjazdy, spotkania. A jak się okazuje ze muszę coś dokręcić zawsze znajdzie się ktoś, kto akurat wozi w samochodzie odpowiedni sprzęt i zrobi to za uśmiech.

Jestem świadomą, ukształtowaną kobietą. Wiem czego chce i wiem do czego chce dojść. Ostatnie pół roku trochę podcięło mi skrzydła ale nie poddaje się mam jeszcze szpony.”

facebook:https://www.facebook.com/36minutManhattan/

IG: https://www.instagram.com/36minutmanhattan/

„No bo ja nie jestem aż taka dobra jak inne…”

Moje drogie 🙂

W projekcie bierze udział już 27 wspaniałych dziewczyn. Niektóre zostały zaproszone do udziału przeze mnie, inne wręcz zmuszone do działania 😉 reszta zgłosiła się sama. Wiem, że jest wśród was wiele wyjątkowych osobowości z ciekawymi pasjami, ale….jak to zwykle bywa u KOBIET brak wam pewności siebie. Często słyszę:” chciałabym dołączyć do waszej ekipy, ale kim ja tam jestem”. Oczywiście najczęstszym tekstem jest : „no bo ja nie jestem aż taka dobra jak inne…”

Do jasnej ciasnej Baby- to nie jest konkurs na „kobietę roku”, ani projekt „jestem wielka i wszyscy mnie podziwiajcie”. Każda z nas ma za sobą jakieś porażki i ciężkie okresy. Nie doszłybyśmy tam gdzie jesteśmy , gdybyśmy siedziały na dupach w domu popijając herbatę na kanapie i użalając się nad swoim życiem. Idziemy na przód i nie poddajemy się. Zachęcamy was do działania, bo jak widać da się w życiu osiągnąć wiele. Wszystko staje się łatwiejsze kiedy jesteś w grupie, która Cię wspiera i dodaje energii do działania.

Nie ma lepszych, czy gorszych. Jedyne co nie pozwala Ci być z siebie zadowoloną- to Twoje negatywne podejście do siebie samej. Postaraj się odrzucić kompleksy, strach przed krytyką i uwierz, że chcieć to móc ! Nie bój się być czasem jak facet, który ma do wszystkiego luźne podejście i niczym się nie przejmuje- czyli generalnie ma wszystko w dupie 🙂

Wyjdź z cienia…

Zrób coś dla siebie: rozwiń skrzydła, śmiej się, szalej, odkrywaj, ciesz się tym kim jesteś, pokaż światu w czym jesteś dobra, nie pozwalaj sobą manipulować, znajduj czas na małe przyjemności…Ciesz się życiem 🙂 Pokochaj i zaakceptuj to jaka jesteś. Przestań być więźniem tego co zrobić musisz. Rób to co kochasz….

Jesteś wyjątkowa – uwierz w to !

PODRÓŻNICZKI-NIEZWYKŁE NAUCZYCIELKI-MIŁKA,GOSIA,MARZENA

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.”

MARK TWAIN

PODRÓŻE DO JEDNA Z MOICH PASJI. ZWIEDZIŁAM JUŻ : ANGLIĘ, HISZPANIĘ( TENERYFA, GRAN CANARIA ), WŁOCHY (SYCYLIA), ISLANDIĘ, CZECHY, CHORWACJĘ, EGIPT, TUNEZJĘ, PORTUGALIĘ (MADERA). W PLANACH JEST AZJA I NOWA ZELANDIA. NAJPIĘKNIEJSZE W PODRÓŻOWANIU JEST POZNAWANIE NOWYCH KULTUR, PYSZNEGO MIEJSCOWEGO JEDZENIA I OCZYWIŚCIE PRZEUROCZYCH MIEJSCOWYCH LUDZI. Z KAŻDEGO MIEJSCA PRZYWOŻĘ CUDOWNE WSPOMNIENIA. DOTYCHCZAS NAJPIĘKNIEJSZYM MIEJSCEM JAKIE MIAŁAM OKAZJĘ ODWIEDZIĆ BYŁA ISLANDIA. CISZA, SPOKÓJ, PRZEPIĘKNE DZIEWICZE KRAJOBRAZY. KRAJ DLA LUDZI, KTÓRZY KOCHAJĄ NATURĘ . JEST MAGICZNĄ KRAINĄ Z LODU I OGNIA – OCZYSZCZA UMYSŁ Z NEGATYWNYCH EMOCJI, USPOKAJA DUSZĘ I DODAJE ENERGI DO ŻYCIA.

JESTEM TYPEM PODRÓŻNIKA, KTÓRY NIE LUBI WYLEGIWAĆ SIĘ NA PLAŻY. KOCHAM AKTYWNE WAKACJE PEŁNE PIESZYCH WĘDRÓWEK, ZWIEDZANIA I WYPRAW SAMOCHODEM W MAŁO TURYSTYCZNE MIEJSCA. WSZĘDZIE JEŻDŻĘ Z MOIM 6-CIO LETNIM SYNEM, KTÓRY CHYBA ODZIEDZICZYŁ PO MNIE MIŁOŚĆ DO POZNAWANIA ŚWIATA.
MAM NADZIEJĘ, ŻE ZWIEDZĘ JESZCZE WIELE KRAJÓW… ALE DOSYĆ O MNIE, PRZECIEŻ NIE O SOBIE MIAŁAM TU PISAĆ…

PRZEDSTAWIAM WAM TRZY NIESAMOWITE OSOBOWOŚCI. OSTRZEGAM CZYTANIA BĘDZIE DUŻO, ALE UWIERZCIE MI WARTO!!!

  MIŁKA- NAUCZYCIELKA, PODRÓŻNICZKA, BIEGACZKA

„Jestem absolwentką studiów licencjackich na kierunku Filologia angielska z językiem rosyjskim na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach, a także studiów magisterskich na kierunku Filologia angielska na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Podczas całego toku studiów realizowałam także przedmioty pedagogiczne, dzięki którym zdobyłam potrzebne kwalifikacje do wykonywania zawodu nauczyciela i teraz spełniam się w tej roli pracując w jednej z olsztyńskich szkół .

Jestem nie tylko miłośniczką języków obcych, ale także podróży. W liceum zakwalifikowałam się do udziału w międzynarodowej wymianie w ramach programu Erasmus+. Dzięki temu wyjechałam do Hiszpanii, a także uczestniczyłam w wymianie, która miała miejsce w Polsce. To doświadczenie rozbudziło we mnie chęć poznawania świata i innych kultur. Dlatego podczas studiów licencjackich wyjechałam na jeden semestr do Włoch, a podczas studiów magisterskich pierwszy raz wzięłam udział w projekcie w ramach programu Erasmus+. Od tamtej pory uczestniczyłam już w 18 projektach w 18 krajach. Były to szkolenia, wymiany młodzieżowe, wizyty studyjne, a także seminaria. Te projekty otwierają mnie na różne środowiska, pozwalają zapoznać się z lokalnymi zwyczajami oraz ludźmi. Nauczyłam się tolerancji i otwartości. Stałam się bardziej pewna siebie i nie boję się walczyć o swoje marzenia. Oprócz projektów sama podróżuję organizując swoje wyprawy samodzielnie. Byłam w 30 krajach na 3 kontynentach. Jest to moim powodem do dumy, gdyż osiągnęłam to niewielkim kosztem, a jeszcze kilka lat temu żyłam w przekonaniu, że „podróże są tylko dla bogatych”.

Nie tylko języki obce i podróże, ponieważ w moim życiu znaczącą rolę gra również sport. Ponad trzy lata temu zaczęłam swoją przygodę z bieganiem.  Zaczęłam od krótkich przebieżek, jednak z czasem zamarzyłam o udziale o w zawodach biegowych. Podjęłam spontaniczną decyzję i wzięłam udział w biegu uniwersyteckim w maju 2015 roku. Dystans: 10 km, czyli taki, jakiego nigdy wcześniej nie przebiegłam. Było to dla mnie ogromne wyzwanie i wiele myśli, czy dam radę. Moim celem było dobiec, nie myślałam o wyniku, nagrodach. Na mecie czułam ogromną radość i satysfakcję, bo zrobiłam coś, o czym marzyłam .

Co dają mi zawody biegowe? Przekonanie, że jak czegoś bardzo chcę, to mogę to osiągnąć, przekonanie, że często wiara w swoje możliwości i pozytywne nastawienie wystarczą, abym osiągnęła swój cel. Przekroczenie mety to tak naprawdę przekroczenie własnych barier, pokonanie własnych ograniczeń i słabości, poczucie spełnienia, satysfakcji i ogromnej radości Ponadto dzięki bieganiu poznałam wielu wspaniałych ludzi, na których mogę liczyć w wielu sytuacjach, są dla mnie ogromnym wsparciem i wierzą we mnie, gdy ja w siebie nie wierzę. Dzięki bieganiu poznaję świat.

Praca zawodowa, podróżowanie, bieganie dają mi radość, satysfakcję, pozytywnie nastawienie i poczucie, że świat jest piękny. Te trzy dziedziny mojego życia nieustannie zmieniają moje życie i kształtują moją osobowość.  Mogę śmiało przyznać, że jestem szczęśliwą osobą, robię to, co lubię, mam pasję, doceniam i cieszę się z małych rzeczy, mam wspaniałych znajomych, zwiedzam piękne miejsca . „

Miłkę znajdziecie tutaj :https://www.facebook.com/activeinspiration/

GOSIA- NAUCZYCIELKA, OBIEŻYŚWIAT 

„Czy nazwałabym siebie podróżniczką? Często zadaje sobie to pytanie, szczególnie spotykając różnych ludzi podczas moich wyjazdów. Nadal nie znam odpowiedzi, ale fakt jest taki, że ciągle mną gdzieś rzuca, często ruszając samotnie na szlak. Co ja w ogóle wyprawiam ?

Zaraz po liceum wyjechałam na studia do Szkocji, głównie dlatego, że chciałam po prostu poznać inna kulturę. Nie skupiałam się za bardzo na studiach (ach, te młodzieńcze wybory!), ale miałam mnóstwo okazji, żeby gdzieś tam coś zaczarować, jeździć, zwiedzać I czerpać ile wlezie. Ale, ale…nie było wcale tak, że wyjechałam I siup – drzwi stoją otworem, a ja korzystam. Trochę mi zajęło zanim się ruszyłam. Zawsze mnie ciągnęło gdzieś tam coś zrobić ze sobą, być jak Cejrowski czy Wojciechowska. Ale ciągle były inne rzeczy, “rozpraszacze” typu praca czy studia. A we mnie cały czas siedział mały potwór. Wrzucał w myśli jakieś wyrzuty, a tu jakoś kopnął w brzuch, mówiąc mi , że się lenię. W głowie mi się nie kalkulowało. Nie czułam się spełniona. Miałam w sobie jakiś taki głód, poczucie, że stać mnie na więcej, chce czegoś innego, że marnuje czas. Pewnego dnia dosłownie – niczym z filmów stanęłam przed lustrem I powiedziałam sobie “Dziewczyno, CO TY NA BOGA WYPRAWIASZ? Rusz wreszcie ten tyłek, masz możliwości, a z nich nie korzystasz!”. Iście z Holywood, nieprawdaż? No cóż, to był ten moment, który mnie szturchnął do roboty. I tak powstał mój mały projekt (korpomowa, blech) “Przygoda na miesiąc” gdzie obiecałam sobie, że raz w miesiącu będę robić coś innego, wyjątkowego. Czasem były to małe rzeczy, typu wyjazd na pobliska wieś czy zwiedzanie lokalnego muzeum, ale to również dało początek moim dużym podróżom.

W tamtym czasie udało mi się samotnie wybrać do Brazylii, Izraela I Jordanii. Przeszłam cale Camino de Santiago w Hiszpanii. Zwiedzałam przeróżne miejsca w całej Europie , od małych francuskich wsi po Rzym I Zurich. Spalam w dżungli I na pustyni, ale również w prywatnych pokojach lub na karimacie wraz z innymi 100 osobami na sali. Obrzucałam się pomidorami podczas Tomatiny, widziałam zorzę polarna w Norwegii. Pływałam w oceanie, albo w wielkiej kałuży wśród highlandów. Każdy z moich wyjazdów jest w niskim budżecie I czasem się zdarza, że nie do końca mam gdzie spać, albo muszę przemycać jedzenie w kurtce gdy latam Ryanair tylko z bagażem podręcznym. Trzeba kombinować. A teraz moje kombinowanie zaprowadziło mnie naprawdę daleko.

Od 4 miesięcy samodzielnie zwiedzam Amerykę Południową. Ale jak to sama? Ale jak to Amerykę? A skąd masz pieniądze? Przyjazd tutaj był zawsze moim marzeniem. Przez małe perturbacje życiowe zawsze go oddalałam. W końcu I tutaj powiedziałam basta, jednoczenie obiecując sobie, że gdy tylko skończę drugie studia (dumna posiadaczka dwóch licencjatów, kolejne obłędnie trafne wybory życiowe) to już mnie nic nie powstrzyma.

CO JA W OGÓLE WYPRAWIAM? W sumie to się zaczepiam na różnych workawayach. Nie lubię określenia wolontariat, bo nie pomagam potrzebującym, tylko pracuje za żarełko i miejsce do spania. Dlaczego taka forma? Dla doświadczenia. Bycia z ludźmi i poznawania kultury. Jest to niesamowita szansa, żeby na własne oczy przekonać się jak wygląda tu prawdziwe życie I chociaż na chwile  stać się częścią społeczeństwa. Gdzieś z tylu głowy mam słowa naszego polskiego podróżnika Aruna Milcarza, który twierdzi, że prawdziwa podróż jest wtedy gdy pracujesz, jesz I mieszkasz z ludźmi. Gdy któregoś z tych trzech czynników brakuje to doświadczenie nie jest pełne.

Przez dwa miesiące uczyłam angielskiego w malej miejscowości Tunja w Kolumbii. Zero turystów, czyli mój raj na ziemi. Jest to w regionie Boyaca – farmy, krowy I Andy. Było to cudowne doświadczenie, poznałam kulturę kolumbijczyków, którzy na co dzień żyją spokojnie. Lokalne swięta, festiwale, małe wsie i miasteczka. To był mój świat tam w Boyaca. Wraz z zakończeniem roku szkolnego zmieniłam lokalizację i ruszyłam na północ. Zanim zaczęłam kolejny projekt zwiedziłam Karaiby, Park Tayrona i kolejne male miejscowości. Moja kolejna praca polegała na lepieniu domu z gliny, układaniu mozaiki oraz pleceniu hamaków. W życiu by mi przez myśl nie przeszło, że to będzie moja PRACA. Kolejny przystanek – region kawy i farma. Zbierałam kawę, sprzątałam ogród maczetą i uczyłam się całego procesu pozyskiwania I sprzedaży kawy, ale też tego jak tu w ogóle wygląda rolnictwo. Ten region jest również jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie miałam okazje odwiedzić. Po Kolumbii przyszedł czas na Ekwador, krainę wulkanów i wodospadów. Tu pobiłam swój życiowy rekord pod wulkanem Cotopaxi i wbiłam się na 5600 mnpm. A co z robota? Mieszkałam z ekwadorska rodzinka, pomagałam na ich farmie kwiatów oraz uczyłam dzieciaki angielskiego. Kolejny raz – mała wieś, jedyna gringa. Po dwóch tygodniach ruszyłam na południe gdzie obecnie pracuję w hostelu w Banos. Zdobywam kolejne wulkanowe szlaki, zahaczam o Amazonie I wodospady.

SKAD KASA? Po pierwsze – wyzbycie się luksusów. Jak wspomniałam wyżej, głównie ze względu na doświadczenie pracuje na workawayach. Fakt faktem, oszczędzam kasę znacznie gdy za 5h pracy w ciągu dnia dostaje miejsce do spania I jedzenie. Czasem jest to prywatny pokój, czasem łóżko w dormitorium, a czasem stary hamak na terenie budowy. Jem po taniości I sporo gotuje, albo wspólnie dziele posiłki z innymi. Jadłam już świnkę morską, bo przecież “trzeba dać spróbować, toć to gringa!”.  No dobra, ale jakoś tu musiałam trafić,a bilety się same nie zapłaciły. Wejściówki do parków też kosztują, a jak się obieca pierogi to i make oraz farsz trzeba zakupić! Hm. Jestem trochę jak batman. Za dnia pracuje w korporacji jako asystentka, a w nocy walczę ze złem i występkiem. Nie no, w nocy śpię albo buszuje, ale fakt faktem mam druga prace. Otóż jestem nauczycielka angielskiego. Przez rok wzięłam dodatkowe zajęcia w szkole językowej. Parałam się tak dwoma robotami przy czym cały zysk z uczenia odkładam na oszczędnościówkę. Powiedziałam sobie “Rok, nie więcej. Znasz siebie Małgorzata, nigdzie nie pojedziesz, jeśli będziesz odkładać w nieskończoność”. Mój budżet zależal głównie od tego ile silnej woli miałam, żeby nie podbierać z tej oszczędnościówki. A co z transportem? No cóż, siedzę I poluje na tanie loty, szukam I podpytuje. Mogę się pochwalić, ze lot z Rio de Janeiro do Londynu wyniósł mnie 670 zł. No ale coś za coś, nosze stare obdarte jeansy za 40 zł. Ale czy to tutaj ma znaczenie?

A CO Z PRACA? Gdy kasa była już pi razy drzwi odłożona byłam gotowa zrezygnować z pracy. Wiedziałam, że jak nie teraz to nigdy. Coś mnie jednak podkusiło (koleżanki) I zamiast rzucać wszystko w pioruny złożyłam wniosek o roczny bezpłatny urlop. Poinformowałam mojego szefa “Marku, nie że szantaż, ale jeśli nie podpiszesz, to jutro na biurku jest moje wypowiedzenie”. Po tygodniu rozmów z managementem usłyszałam magiczne słowa “Wykorzystaj ten czas dobrze” I dostałam mój pseudo urlopik na rok. A Markowi jestem dozgonnie wdzięczna. Byłam jednak gotowa rzucić to wszystko, bo dla mnie to tylko praca. Mogę sobie jeszcze pozwolić na trochę swawoli, przynajmniej przez chwile!

I CO DALEJ I NADAL SAMA? Pisząc to, za 2 tygodnie kończę moją wyprawę solo. Miałam swój samotny czas tutaj na przemyślenia, naukę języka oraz bujanie się tylko z autochtonami. Przez te 4 miesiące poznałam niesamowitych ludzi I miałam okazje przetrawić kilka spraw w mojej głowie. Niektórzy traktują takie samotne wyprawy jako “poznanie siebie I odszukanie swojej drogi”. Myślę , że ten etap już kilka lat za mną. Ale czy zamieniłabym ten czas solo tutaj? Zdecydowanie nie. Samotne podróże są cudowne i mają swój nietypowy urok. Nigdy nie czuję się tak blisko lokalnych mieszkańców, jak wtedy gdy jeżdżę sama. Czuje się bardziej śmiała, łatwiej mnie zawsze gdzieś tam wcisnąć i coś zakręcić. Oczywiście ma to również swoje minusy, ale jest to na tyle nietypowe doświadczenie, że za nic w świecie bym go nie zamieniła. A zaraz przyjeżdża do mnie moje drugie pół i będziemy ponownie atakować Kolumbię, rejon Amazonki, Peru, Boliwię i północną Argentynę. To będzie wyprawa o innym charakterze, bo już trzeba będzie myśleć i działać za dwoje!

Mogłabym pisać więcej i dać więcej szczegółów, ale to chyba wszyscy by usnęli z nudów. Mam nadzieje, że taki mały zarys tego co robię da komuś inspirację, żeby wstać z kanapy i pogadać z tym swoim małym potworkiem, co siedzi w środku. Czasem jest ciężko, czasem trzeba ostro kombinować, ale jak już się z nim dogadasz to może się okazać, że powiesz sobie “no I o to mi chodziło!” zanurzając głowę pod wodospadem na drugim końcu świata.”

INSTAGRAM https://www.instagram.com/casuallime/

ZAMKNIĘTA GRUPA GOSI DO, KTÓREJ ZAPRASZA DZIEWCZYNY, KTÓRE POLUBIŁY JEJ HISTORIĘ https://www.facebook.com/groups/170566650547167/

MARZENA- NAUCZYCIELKA DO ZADAŃ SPECJALNYCH

„Les voyages font les plus belles rencontres”- podróże dają okazję do najpiękniejszych spotkań, tak śpiewa francuska piosenkarka Zaz.

 „Rzeczywiście po każdej podróży stwierdzam, że tą wisienką na torcie jest możliwość obcowania z mieszkańcami danego kraju czy regionu, ponieważ to właśnie ukazuje prawdziwy obraz życia w danym miejscu. Moja pierwszą fascynacją była Francja, jej mieszkańcy oraz ich język.

Dzięki temu właśnie zainteresowaniu zdecydowałam się na studiowanie tego języka, a w rezultacie wybór zawodu nauczyciela języka francuskiego. Studiowanie języka, to nie tylko nauka słówek, czy gramatyki ale także poznanie kultury danego kraju. A jak poznać kulturę i mieszkańców kraju bez żywego z nimi kontaktu? Zresztą nauka języka jest najskuteczniejsza tam, gdzie się go używa na co dzień. I tak właśnie zaczęła się moja przygoda podróżnicza. Najpierw studenckie podróże autostopem do Paryża, na Lazurowe Wybrzeże czy do pracy w Burgundii, w słoneczne rejony Beaujolais. I to tam naprawdę nastąpił kontakt z żywym językiem i poznanie Francji od strony turystycznej. Tam także nawiązałam znajomości a nawet przyjaźnie, spośród których jedna przetrwała do dziś. Również w Francji otrzymałam lekcję życia w postaci pierwszej w życiu pracy. I odkryłam, ludzka natura jest podobna a między mieszkańcami innych krajów a nami wcale nie ma tak wielu różnic. Po tych pierwszych doświadczeniach, pełnych przygód, niespodziewanych sytuacji a także wielu emocji przyszła praca nauczyciela języka i związane z nią podróże bliższe i dalsze .

W pewnym momencie jednak nastąpiła też refleksja, że może by tak wykorzystać swoją pasję i spróbować pokazać moim uczniom wielki świat i stworzyć im okazję do używania języka, którego się uczą. Nawiązałam więc współpracę z innymi szkołami za granicą i w ramach projektów unijnych zaczęłam organizować wymiany dla uczniów i nauczycieli. Po drodze przyszła nauka angielskiego, którego w tej chwili już uczę maluchy w swojej szkole. W ciągu ostatnich lat udało mi się wysłać uczniów i nauczycieli w różne miejsca Europy. W wielu podróżach im towarzyszyłam, co dla mnie jako językowca było także niezwykle ważne. I tak w ramach swojej pracy udało mi się oprócz różnych miast we Francji poznać wiele ciekawych i często egzotycznych miejsc, jak np, Porto, Grenada, Istambuł, Malta, Cypr czy też francuskie terytoria zamorskie takie jak Martynika na Karaibach czy Réunion w pobliżu Madagaskaru.

Mimo tych licznych podróży, moja potrzeba poznawania świata wcale się nie zmniejsza ,wręcz przeciwnie : kończąc jedną już planuję kolejną. Pomysły na kolejne wyprawy wynikają z różnych pobudek : może to być fascynacja jakąś osobowością (tak na przykład podążałam śladami Sissy przez Wiedeń, Budapeszt po Korfu), przeczytaną książką (po lekturze Asfaltowego Saloonu narodziło się marzenie o wagabondzie niczym Kerouac po USA). Czasem zdarza się kupić tani bilet, który skutkuje włóczęgą po Indonezji, czasem znajomi coś polecą, a czasem po prostu ma się ochotę na kubański rum. Motywy wyboru są różne, cel zawsze ten sam : w drogę, ku przygodzie, do nowych ludzi i miejsc.

Najpiękniejsze miejsce, które widziałam? Trudno powiedzieć, wszędzie zostawia się kawałek serca i kawałek miejsca zabiera się ze sobą. Chciałabym kiedyś jednak wrócić na wyspy Gili, to kawałek raju na Ziemi. A pomysły na kolejną podróż? Trudno powiedzieć, jest tak wiele miejsc do odkrycia. Może Japonia , na pewno kiedyś Kostaryka. A może zupełnie coś innego.. Kto wie? A może po prostu malownicza wioska tuż obok mojego miasta. Naprawdę świat jest tak piękny, że warto zobaczyć cały. Najpierw jednak muszę wrócić do domu, bo pisząc ten artykuł akurat jestem z uczniami na Malcie. I gorąco pozdrawiam!

O MARZENCE WIĘCEJ PRZECZYTACIE TUTAJ: http://www.rybniklubieto.pl/wiadomosci/nauczyciele-z-gimnazjum-nr-7-w-partnerskiej-szkole-na-martynice/

I TUTAJ: https://www.rybnik.com.pl/wiadomosci,marzena-kus-8222-wyjazd-na-reunion-zawsze-byl-moim-marzeniem-8221,wia5-3277-23991.html

Za granicą też piszą :https://www.tvm.com.mt/en/news/students-with-disabilities-enjoy-unique-experience-through-erasmus-plus/#.XHkmPNaThZk.messenger

ANIA, AGATA, PATRYCJA. Każda zupełnie inna. Treningi odmieniły ich życie.

Kiedy patrzysz na wysportowane dziewczyny, które dbają o swoją formę i zdrowie, myślisz: nigdy nie będę tak wyglądać, bo nie mam czasu na ćwiczenia i gotowanie zdrowych obiadków. Mam za dużo na głowie. Szlag Cię trafia kiedy patrzysz w lustro. Widzisz cellulit, boczki, rozstępy – nie mówiąc już o oponce po ciąży i innych niedoskonałościach.

Dziewczyny, które zaraz poznacie ciężko pracowały na swój obecny wygląd. Były tak samo zakompleksione jak Wy. Aby dojść do tego, by czuć się dobrze w swoim ciele, poświęciły mnóstwo czasu i energii. Miewały momenty zwątpienia. Spotykały się z krytyką i zawiścią. O tym jak wygląda ich życie poza salą ćwiczeń mało kto ma pojęcie.

Historie tych dziewczyn pokazują całą prawdę o tym, jak wiele trzeba poświęcić by wysiłek fizyczny stał się zdrowym nałogiem i życiową pasją. Dojście do wymarzonej figury to długotrwały proces. Nie wystarczy tylko mówić o tym, że chce się coś w sobie zmienić. Trzeba ruszyć tyłek, zacząć działać i nigdy się nie poddawać. Ja ćwiczę średnio 4 dni w tygodniu, ale nie mam w sobie takiego samozaparcia jak dziewczyny. Dlatego bardzo
podziwiam je za ich upór w dążeniu do osiągania swoich celów.

ANIA (gym_ania) – KSIĘGOWA NA PEŁNYM ETACIE 

„Mam na imię Ania .

Jestem mamą dwójki dzieci. Pracuję na pełny etat jako księgowa.Mam dom, męża i kota.

Przyszedł czas, że chciałam zmienić swój wygląd. Zrobić coś dla siebie i być zadowolona ze swojego ciała. Pot i łzy lały się momentami strumieniami. Jednak dzięki wytrwałości doszłam do upragnionego celu. Nadal się nie poddaje i idę na przód. Trenuję 5 razy w tygodniu bez względu na to czy mam siłę, czy nie.”

IG: gym_ania

instagram: https://www.instagram.com/gym_ania/

A oto efekty:

AGATA –  (aciulkafit_40plus ) PISARKA


„Kocham pisać i trenować. Oba zajęcia to moja ogromna pasja. Pisanie przynosi mi pieniądze (pisze książki, artykuły na zamówienie), a trening ogromną satysfakcję. Mam tak samo mało czasu, jak każda z nas. Dom, praca, dziecko… Trenować zaczęłam kilka lat temu. Pierwsze kroki stawiałam w domu z Chodakowską, Mel B. Potem zapragnęłam czegoś więcej. Czułam, że się rozwijam. Dostałam wiatr we włosy. Chciałam więcej i więcej… Akurat otwarli siłownie w pobliżu. Pomyślałam, że zapiszę się. Cena była przystępna Początki były trudne. Bolało mnie dosłownie wszystko i wszędzie. Już na początku mojej fit drogi, miałam jasno określony cel – wyglądać jak sex bomba na ślubie siostry. Polubiłam treningi w grupie. Z tygodnia na tydzień widziałam jak moje ciało zmienia się. Na lepsze. Nogi stały się smukłe, wcięcie w tali bardzo wyraźnie zarysowane. Na plecach uwydatniły się delikatnie mięśnie. Zapuściłam włosy, chciałam być jeszcze bardziej kobieca. Koleżanki pukały się w czoło, mówiąc, że będę wyglądać jak facet. Po co ci to? Pot, godziny spędzone na siłowni, zdrowe żarcie…I tak umrzesz. Tyle, że zdrowsza…Nagle. Bum. Nie może być za dobrze. Podczas badań, które zafundowałam sobie na 40-ste urodziny, dowiedziałam się, że mam niedoczynność tarczycy w pakcie z Hasimoto. Musiałam radykalnie zmienić treningi na mniej intensywne. Zrobiłam kurs trenera personalnego, chciałam pomóc mężowi i synowi, a i sobie krzywdy nie zrobić na treningach, które same sobie komponuje. Zainteresowałam się bardziej dietą. Zamierzam pójść na kurs dietetyczny. Kręci mnie układanie diet dla osób z Hashimoto, IO i innymi problemami z zakresu chorób metabolicznych. Ta choroba to było błogosławieństwo. Dopiero po zmianie diety, dostosowaniu treningu (trening siłowy) do mojej choroby, poczułam, że naprawdę żyje. ABS w wieku 42 lat, to nie byle co…mając problemy hormonalne. Walczę 4 x w tygodniu na siłowni, korzystam z zajęć pilates, yogi. I pomyśleć, że miałam zwolnienie z wf pod koniec podstawówki i w liceum, ze względu na skrzywienie kręgosłupa i gorset, który musiałam nosić 23/h na dobę. Ten etap też był mi bardzo potrzebny Widzę to z perspektywy czasu. Nabyłam już wtedy nawyk codziennych ćwiczeń. Nie ważne czy deszcz, czy śnieg czy też wiatr, ból głowy, niepowodzenie w pracy, kłopoty w rodzinie. Trening ratuje mi życie. Dosłownie. Czuję się fantastycznie. Odsunęłam od siebie toksycznych ludzi i działam zgodnie z moim sercem. czuję się fantastycznie. Warto gonić swoje marzenia. Oba zajęcia to moja ogromna pasja. Nie czekaj działaj już dziś!

IG: aciulkafit_40plus

INSTAGRAM:https://www.instagram.com/aciulkafit_40plus/

PATRYCJA (fit_travel_pati) FIZJOTERAPEUTKA

Nigdy nie byłam gruba. Ale gdy osiągnęła wiek 35+ moja sylwetka zaczęła się zmieniać, tracić proporcje. Moja wiedza odnośnie zdrowego odżywiania opierała się na tym, że trzeba jeść…MAŁO. I tak było A jednak moja sylwetka coraz bardziej przypominała gruszkę. Gdy kształtów nie dało się ukryć pod obszernym swetrem..praktycznie z dnia na dzień zaczęłam ćwiczyć. Zaczynałam od 10 minutowych treningów z Mel B. Z butelkami jako hantle 3 x w tygodniu. Szybko zauważyłam efekty i się wciągnęłam. Później szukałam ambitniejszych treningów, co 2 dzień, w domu na macie przed tv. Zaczęłam czytać o odżywianiu, fitnessie, treningach. Zaczęłam jeździć na imprezy branżowe. W 40-te urodziny zdałam egzamin na trenera personalnego. Nieodpłatnie pomagam kobietom najczęściej 40 plus, które chcą zrobić coś dla siebie. Wiedzę i umiejętności staram się wykorzystać w mojej pracy jako fizjoterapeuta. Zdrowy styl życia wprowadziłam także w domu. Inaczej jemy, aktywnie spędzamy czas wolny. A ja..ciągle mam ochotę na nowe wyzwania. Przygotowuję się do przebiegnięcia półmaratonu oraz biegów przeprawowych. Aktywnie działam w lokalnej drużynie Decathlon I Przyjaciele. I trzymam formę cały rok, a nie tylko na lato. A nowy styl życia bardzo mi odpowiada i nie wyobrażam już sobie innego.
Nie wstydzę się swojego wieku, nie ukrywam go. A treningi dodały mi pewności siebie, wiary że potrafię, że mogę. Wystarczy chcieć. „

IG: fit_travel_pati

facebook : https://www.facebook.com/FitnessTravel/

instagram: https://www.instagram.com/fit_travel_pati/

DECATHLON RYBNIK https://www.facebook.com/DecathlonRybnik/

UWIERZ W SIEBIE KOBIETO!

MOJE KOCHANE BABECZKI.

MACIE WIELE WĄTPLIWOŚCI, CZY WASZE HISTORIE SĄ DOŚĆ DOBRE BY O NICH PISAĆ.

KAŻDA Z WAS JEST WYJĄTKOWA, NIE MA TU LEPSZYCH I GORSZYCH! NIKOGO NIE ODRZUCAMY, KAŻDA Z WAS MOŻE DO NAS NAPISAĆ, BEZ WYJĄTKU. NIE PROWADZIMY JAKIEJŚ SELEKCJI. JEŻELI SZUKAMY DZIEWCZYN Z DANEJ BRANŻY I PISZE DO NAS WIĘCEJ CHĘTNYCH OSÓB, WYBIERAMY PIERWSZE ZGŁOSZENIE.

RAZ W MIESIĄCU BĘDZIE POJAWIAŁ SIĘ JEDEN DUŻY ARTYKUŁ O KOBIETACH Z DANEJ BRANŻY ! W MARCU BĘDĄ TO TATUATORKI I DZIEWCZYNY ZAJMUJĄCE SIĘ PIERCINGIEM-PONIEWAŻ OKAZUJE SIĘ ,ŻE DZIEWCZYNY Z TEJ GRUPY SĄ BARDZO CHĘTNE DO ZAPREZENTOWANIA SIĘ.

KOBITKI, JEŻELI NIE WIECIE CO O SOBIE NAPISAĆ A CHCIAŁYBYŚCIE WZIĄĆ UDZIAŁ W PROJEKCIE-SŁUŻYMY WAM POMOCĄ. W TEJ AKCJI NAJWAŻNIEJSZE JEST WSPIERANIE SIEBIE NAWZAJEM! KAŻDY UDOSTĘPNIONY POST NA TEMAT DZIEWCZYN, KTÓRE DOŁĄCZAJĄ DO NAS TO DOWÓD NA TO, ŻE CENISZ TO, CO TA OSOBA ROBI.

WAŻNA INFORMACJA! JA – MAGDALENA-TWÓRCA PROJEKTU-NIE ROBIĘ TEGO DLA SIEBIE! ROBIĘ TO DLA WAS! ROZWÓJ TEJ SPOŁECZNOŚCI, ZALEŻY TYLKO I WYŁĄCZNIE OD WASZEGO ZAANGAŻOWANIA.

MYŚLICIE, ŻE W DZISIEJSZYM ŚWIECIE NIE MA NIC ZA DARMO?

DOBRE SŁOWO, UDOSTĘPNIENIE, WSPARCIE… TO NIC NIE KOSZTUJE….MOŻE JESTEM NAIWNA, ALE WIERZĘ, ŻE W POLSCE DA SIĘ STWORZYĆ GRUPĘ KOBIET, W KTÓREJ NIE MA „HEJTU” I ZAZDROŚCI. CZY SIĘ UDA CZAS POKAŻE…

WIERZĘ W WAS!

Kim jesteśmy i dlaczego powstał ten projekt?

Wyróżnione

JESTEŚMY GRUPĄ ZDOLNYCH KOBIET, KTÓRE JEDNOCZĄ SWOJE SIŁY. WSPIERAMY SWOJE MARKI, FIRMY, USŁUGI , PASJE I ZAINTERESOWANIA. ALE NIE CHODZI TYLKO O BIZNES…PISZEMY RÓWNIEŻ O ZWYKŁYCH „BABSKICH SPRAWACH” 🙂

W GRUPIE SIŁA – DOŁĄCZ DO NAS I DAJ NAM SIĘ POZNAĆ!

PROJEKT MA NA CELU ZRZESZENIE KOBIET, KTÓRE NIE BOJĄ SIĘ DZIAŁAĆ I WIEDZĄ CZEGO CHCĄ OD ŻYCIA.

DZIELIMY SIĘ Z WAMI NASZYMI HISTORIAMI , MOTYWUJEMY DO DZIAŁANIA, POMAGAMY UWIERZYĆ W TO, ŻE JESTEŚCIE WYJĄTKOWE. POZNASZ TU DZIEWCZYNY, KTÓRE MAJĄ W SOBIE PASJĘ I MNÓSTWO POZYTYWNEJ ENERGII. CHCEMY SIĘ TYMI PASJAMI Z WAMI DZIELIĆ I ZACHĘCAĆ DO DOKONYWANIA W SOBIE POZYTYWNYCH ZMIAN.

POSZUKUJEMY RÓWNIEŻ FIRM, KTÓRYCH PRODUKTY SĄ TWORZONE Z MYŚLĄ O KOBIETACH. CHĘTNIE NAWIĄŻEMY WSPÓŁPRACĘ. ZAPRASZAMY DO KONTAKTU.

WIĘCEJ O TYM PO CO I DLA KOGO POWSTAŁ PROJEKT DOWIECIE SIĘ TUTAJ:

WYWIAD: https://www.facebook.com/skrzydlarozwoju/videos/212211566310698/

https://bluepartner.pl/redirect?partner_id=1676&creation_type=LINK&creation_id=284
https://bluepartner.pl/redirect?partner_id=1676&creation_type=LINK&creation_id=284